Media budują scenę polityczną i demaskują polityków. Patrzą na ręce służbom, ale też urzędnikom, przedsiębiorcom, duchownym. Są miejscem dyskusji na kluczowe tematy. Wolne media – te największe (Wyborcza, Polityka i Newsweek, TVN i Polsat, radio RMF FM), ale także te lokalne stały się w Polsce „czwartą władzą”. Od jakiegoś czasu mają sojusznika – a na rynku poważnego konkurenta – w postaci Internetu: z jego forami społecznościowymi i dyskusyjnymi, blogami, portalami informacyjnymi.
Fragment książki „Nasza historia_20latRP.pl” Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki:
Jest 9 sierpnia 2001 r., samo południe. Na wizji pokazuje się Anita Werner, nieznana wtedy dziennikarka, która do stacji trafiła z castingu. Ogląda ją 3 tys. widzów. Czyta wiadomości. Program nie idzie jeszcze na żywo – nagrano go pół godziny wcześniej. W studiu są szefowie koncernu ITI. Nie bez powodu: TVN24, bo tak nazywać się ma nowy kanał, to przedsięwzięcie pionierskie nie tylko w Polsce, ale i w całej postkomunistycznej Europie.
Fachowcy od mediów nie wróżą mu powodzenia, przekonują, że program telewizyjny, który miałby przez okrągłą dobę nadawać informacje niczym CNN, to w Polsce ryzykowny pomysł – zbyt mały rynek. Rok wcześniej z podobnym programem startował w kablówkach Polsat – bez sukcesu. Przeciwni są także zachodni udziałowcy ITI – skandynawski SBS Broadcasting odmawia współfinansowania.
W rezultacie 20 mln dolarów wykładają polscy właściciele ITI – w tym pomysłodawca Mariusz Walter. Szefowie TVN, choć muszą wierzyć w sukces, zakładają zresztą, że do swojego nowego przedsięwzięcia będą dopłacać przez pięć lat. A firma, która sprzedała TVN24 polisę na wypadek porażki, wykorzystuje sytuację do reklamowania swoich usług sloganem: „To my ubezpieczamy najbardziej ryzykowną inwestycję w Europie Środkowo-Wschodniej”. Kilka sieci kablowych odmawia umieszczenia nowego programu – początkowo zasięg jest więc znikomy.
W stacji pracuje wtedy 200 osób – w tym wielu debiutantów. Mają kłopoty nie tylko ze sprzętem. Także zapraszani goście często wymawiają się od przyjścia do studia.
Przełomem jest 11 września 2001. W tym dniu wszyscy chcą oglądać wydarzenia na Manhattanie. TVN24 zaczyna nadawać swoje serwisy na ogólnodostępnym paśmie matczynej TVN. Ogląda je wtedy tyle samo Polaków co CNN. Dzień później bije już amerykańskiego konkurenta dwukrotnie. Zdobywa renomę. W podobnym stylu relacjonuje zamach terrorystyczny na Dubrowce, huragan w Nowym Orleanie, trzęsienie ziemi w Turcji, zawalenie się hali w Katowicach, a także życie polityczne w kraju. Znamienne, że nie sięga po powtórki, ale rozszerza ofertę, dodaje na przykład bogaty serwis gospodarczy.
Przybywa widzów i reklam. Adam Grzeszak wyjaśnia w „Polityce”: „TVN24 jest wprawdzie płatnym kanałem i nie ma masowej widowni, ale dociera do doborowego kręgu odbiorców, a na dodatek wyrobił sobie markę opiniotwórczego i kompetentnego źródła informacji. (…)