Co roku w jedną ze styczniowych niedziel na ulice kraju wychodzą grupki młodych ludzi. W rękach mają skarbonki z czerwonymi serduszkami. Z czasem takie same serduszka pojawiają się na kurtkach przechodniów, na szybach samochodów i witrynach sklepów. A telewizja przez cały dzień pokazuje biegającego i krzyczącego mężczyznę w czerwonych spodniach i kanarkowej bluzie. Jerzy Owsiak podaje kolejne kwoty. I, jąkając się, woła, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy będzie tak grać do końca świata i jeszcze jeden dzień. Ten fenomen polskiej aktywności i hojności trwa już 17 lat. I jeszcze dłużej – od samego początku wolnej Polski trwa fenomen aktywności tysięcy NGO’s, czyli organizacji pozarządowych.
Fragment książki „Nasza historia_20latRP.pl” Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki:
Socjologowie, psychologowie i dziennikarze się dziwią: jak to możliwe, że Owsiakowi udaje się wykrzesać entuzjazm u ludzi nie dość, że z całkiem innej od swojej generacji, to jeszcze takich, którzy wedle sondaży wyglądali na kompletnie wycofanych i biernych. Że uchodzące za mało wrażliwą młode pokolenie pod wpływem Owsiaka okazuje się zdolne do wyrzeczeń, darmowej pracy i bezinteresownej pomocy innym. Że młodzi zamiast narzekać i powtarzać „nie ma przyszłości”, mówią o nadziei i radości. Że – co nie najmniej ważne – dzieciaki są w stanie pomagać jeszcze mniejszym dzieciakom. Że wystarczy, by Owsiak zawołał swoje: „Ludzie, jesteście wspaniali, kocham was!”, a młodzi i starsi się do siebie uśmiechają i są szczęścili podrygując wspólnie w rytm różnej dziwnej i nie zawsze czysto zagranej muzyki. Wreszcie: że po tylu latach Wielka Orkiestra nie skomercjalizowała się do cna – co stało się losem wielu innych wielkich inicjatyw charytatywnych. I że – prócz zawistników i różnej maści ideologicznych frustratów – jest zwykle ciepło traktowana, ba, podziwiana.
Sam Owsiak lubi opowiadać, że kiedy zdarza mu się prezentować dokonania Orkiestry za granicą, to reakcją jest zawsze podziw i zdumienie: „To w Polsce się tak udało, że uzbieraliście X baniek dolarów i nikt niczego nie skroił? I w ogóle wszystko wyszło? W Polsce?”. Podkreśla wtedy, że choć Polakom wciąż brakuje wiary zespołowe działanie, to przecież Wielka Orkiestra jest wielkim narodowym wynalazkiem. I wspomina, że kiedy swego czasu próbował przekonać prezesa TVN Mariusza Waltera, by wsparł Orkiestrę wspólnie z TVP (zwłaszcza, że ta akurat po kolejnych roszadach politycznych chciała się z akcji wycofać), to wobec prezesów konkurujących stacji użył jednego argumentu: „Panowie, na miłość boską, mamy super wyrób made in Poland. Poloneza już nie robimy, Curie-Skłodowska nie żyje, Kopernik globem nie kręci, no to chociaż zróbmy coś przy Orkiestrze. Pokażmy, że to robimy my Polacy, że coś takiego się tutaj dzieje”.