Wyjście z Polski armii radzieckiej
Ostatnia bojowa jednostka wojsk rosyjskich wycofuje się z RP w październiku 1992 roku. Zostaje jeszcze Brygada Łączności Specjalnej z Rembertowa), obsługująca wycofywanie się Rosjan z b. NRD. Ale wreszcie 17 września 1993 na dziedzińcu Belwederu prezydent Wałęsa żegna ostatnich 21 uzbrojonych żołnierzy rosyjskich, którzy następnego dnia o 5.30 rano z Dworca Wschodniego ruszają pociągiem w kierunku granicy.
Przez blisko pół wieku obecność Sowietów (Rosjan) na ziemi polskiej była znakiem podporządkowania Moskwie. A ich wycofanie – w dodatku pokojowe! – nieziszczalnym, zdawało się, marzeniem milionów Polaków.

Fragment książki „Nasza historia_20latRP.pl” Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki:

O kuluarach negocjacji z Rosjanami tak opowiadał autorom tej książki Janusz Onyszkiewicz, w MON niemal od samego początku wolnej Polski – najpierw jako wiceminister w rządzie Mazowieckiego, potem minister (w rządach Suchockiej, 1992-93 oraz Buzka, 1997-2000):
„Te rozmowy z Rosjanami bardzo się wlokły. Próbowaliśmy wydusić od nich najrozmaitsze terminy wycofania wojsk, ale nie było to łatwe. Stąd rosła nasza nerwowość... Dzisiaj się wydaje: po co ten krzyk? Przecież zapowiedzieli, że wyprowadzą wojska w 1994 roku, a praktycznie wyprowadzili je w 1993. Ale wtedy nie byliśmy pewni, jak się rozwinie sytuacja międzynarodowa, czy nie stracimy tych historycznych pięciu minut. Dlatego chcieliśmy to załatwić jak najszybciej. I każdy miesiąc się liczył.
W końcu, 22 maja 1992 roku w Moskwie, podczas wizyty Wałęsy wszystko zostało dopięte. Natomiast w sierpniu 1993 roku nastąpiła rosyjska rewizyta – do Warszawy przyjechał prezydent Jelcyn. (…)
- Czy Pan wiedział, że Wałęsa zechce przekonywać – i to w dość specyficzny sposób - prezydenta Jelcyna do wyrażenia zgody na nasze wejście do NATO?
Oględnie zasygnalizował mi coś takiego Wachowski, mówiąc: podniesiemy oczywiście sprawę NATO. Sądziłem jednak, że to będzie ogólna dyskusja o zamierzeniach Polski. Nie sądzę też, by to była inicjatywa Skubiszewskiego. Myślę, że to był pomysł Wałęsy, a może nawet Wachowskiego.
- Czy to prawda, że w przekonywaniu Jelcyna – i piciu z nim - pierwsze skrzypce grał Wachowski?
W piciu z Jelcynem nie. W dolewaniu Jelcynowi.
- Skąd w Mieczysławie Wachowskim taki instynkt państwowy, talenty polityczne i dyplomatyczne?
Trudno to nazwać talentami dyplomatycznymi, bo on realizował politykę za pomocą niedyplomatycznych metod. Clausewitz mówił, że wojna jest przedłużeniem polityki, tylko innymi środkami. Ta kolacja z Jelcynem to też było uprawianie polityki innymi środkami.
Nie sądzę, żeby Wachowski uzgadniał to z kimkolwiek. Ze mną na pewno nie. Mam wrażenie, że ze Skubiszewskim też nie, bo co prawda Skubiszewski siedział przy stole, ale to nie był jego styl i język. Przypuszczam, że to Wachowski wpadł na taki pomysł, a Wałęsa natychmiast go kupił. Nie wykluczałbym wręcz, że Wałęsa zaczął rozmawiać z Jelcynem, a sama dynamika rozmowy doprowadziła go do takich efektów.
- Na zasadzie: ‘Słuchaj no, Boria, załatwmy to’? Ludzki czynnik w polityce?
Właśnie. Już wcześniej – przy dopinaniu szczegółów wycofywania wojsk rosyjskich z Polski - korzystaliśmy z tego wariantu. Tam też część negocjacji odbyła się w bufecie. (…) Ale nie byliśmy osamotnieni, bo Litwini też w ten sposób załatwili wyprowadzenie wojsk rosyjskich. Przez bufet. Tak samo zresztą jak to, że Rosjanie pozostawili im – czy też sprzedali za niewielkie pieniądze - rozmaite uzbrojenie, na przykład dwa małe okręty. Tak to wtedy bywało.