Jesienią 1989 inflacja przekracza 600 proc., a zadłużenie zagraniczne – 43 miliardy dolarów. Towarzyszy temu zapaść produkcji. W sklepach brakuje już nawet octu. W tych warunkach prof. Balcerowicz, minister finansów solidarnościowego rządu, przedstawia projekt terapii szokowej, która ma doprowadzić do odzyskania przez złotówkę wartości oraz umożliwić gospodarkę rynkową.
Fragment książki „Nasza historia_20latRP.pl” Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki:
Godzina zero wypada nie pierwszego stycznia (bo Nowy Rok), ale mniej więcej gdzieś od godzin południowych 3 stycznia 1990 roku.
Jak wspomina Waldemar Kuczyński w pierwszych dniach stycznia 1990 wszyscy są co najmniej przerażeni. Realną groźbą było to, że hiperinflacja zamieni się w inflację o skali nieznanej dotychczas nowożytnemu światu. Dość powiedzieć, że ósmego stycznia ceny wzrosły tyle, ile miały wzrosnąć w ciągu całego miesiąca – 45%! Do tego dochodził strach główny: czy aby zaraz nie okaże się, że nie uda się utrzymać stałej ceny dolara? No i te gigantyczne podwyżki energii o 400 procent! I ta rosnąca natychmiast liczba bezrobotnych! (W styczniu jest 56 tysięcy bezrobotnych, a na koniec lutego będzie już ich 158 tysięcy).
Tymczasem już w połowie stycznia, na rynku widać symptomy poprawy. Po pierwsze: po raz pierwszy pusty rynek wypełnia się towarami, za które w dodatku zapłaty żąda się w złotówkach, a nie w dolarach. Po drugie: zaczyna panować konkurencja, więc ceny tu i ówdzie zaczynają spadać. Gdy np. w sklepach społemowskich pojawia się mąka po ponad 6.000 zł za kilogram, natychmiast mąka na straganach przywożona z odległych województw – kosztuje już tylko 3200 zł.
I w końcu: Polacy niemal z dnia na dzień stają się przedsiębiorcami pełną gębą, a symbolem roku jest łóżko polowe, na którym sprzedaje się wszystko od butów po świeże mięso. I to w dowolnym miejscu miasta!