Wejście Polski do Unii Europejskiej
Wstępne rokowania o stowarzyszeniu z UE ruszyły już styczniu 1990. Już wtedy dochodziło do wstawania od stołu i trzaskania drzwiami. Po latach, w nocy z 12 na 13 grudnia 2002, na szczycie UE w Kopenhadze po 10-godzinnych negocjacjach (najdłuższych!) premier Miller akceptuje warunki przystąpienia Polski do Unii. Częściowo odstępuje od żądania dodatkowych pieniędzy, ale wywalcza m.in. większy limit produkcji mleka. 1 maja 2004 RP staje się członkiem UE. Lecz największym zagrożeniem mogła stać się niska frekwencja w referendum, w którym Polacy mieli potwierdzić, czy chcą Unii. Ale się udało: 9 i 10 czerwca 2003 r. do urn poszło 58,85 proc. uprawnionych i aż 77,5 proc. z nich zagłosowało „za”.

Fragment książki „Nasza historia_20latRP.pl” Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki:

Wynik referendum 2003 roku mógłby być inny, gdyby nie dwa, wypowiedziane kilkanaście dni wcześniej, zdania. 20 maja w obecności 20 tys. pielgrzymów z kraju, wśród których sporą grupę stanowią zwolennicy Radia Maryja i Ligi Polskich Rodzin Jan Paweł II mówi na Placu św. Piotra: „Wejście w struktury UE na równych prawach z innymi państwami jest dla naszego Narodu wyrazem jakiejś dziejowej sprawiedliwości, a z drugiej strony może ubogacić Europę. (…) Polska zawsze stanowiła ważną część Europy i dziś nie może wyłączać się z tej wspólnoty, która wprawdzie na różnych płaszczyznach przeżywa kryzysy, ale która stanowi jedną rodzinę narodów opartą na wspólnej chrześcijańskiej tradycji. Europa potrzebuje Polski. Polska potrzebuje Europy”. I odchodząc od przygotowanego tekstu, rzuca: „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej! To wielki skrót, ale wiele się w tym mieści”.
Wysłannik „Gazety Wyborczej” Mikołaj Lizut notuje: „Po słowach Papieża nikt z przeciwników Unii nie ośmiela się podnieść transparentu. Z boku, po prawej stronie ołtarza, widzę kamienną twarz o. Tadeusza Rydzyka”.
Nastrojowi szefa Radia Maryja trudno się dziwić: sam papież wytrącił jego obozowi kluczowy argument, po raz pierwszy wprost opowiadając się za członkostwem Polski w UE. (…)
Oczywiście, swoją kampanię prowadzą też euro entuzjaści. Ma ona wsparcie państwa, lecz opiera się na aktywności działaczy samorządów i proeuropejskich organizacji pozarządowych, nauczycieli i dziennikarzy oraz tzw. znanych ludzi: aktorów, sportowców itd. To dzięki nim przynajmniej częściowo słabnie stereotyp, że wejście do Unii należy do sfery wielkiej polityki. Ludzie zaczynają wierzyć, że skorzystać na nim mogą oni sami: ich region, miasto czy wieś, zakład pracy. Socjologowie podkreślają wagę nowego zjawiska: ważna polityczna debata przeniosła się z ekranów telewizorów na poziom rozmów domowych. Dlatego zresztą integracja budzi więcej emocji i zainteresowania niż zwykłe wybory: Polacy zrozumieli, że może ona przesądzić o ich losie.