Przyjęcie Polski do NATO
Formalnie Polska zostaje przyjęta do Paktu Północnoatlantyckiego 12 lipca 1999 roku. Ale przesądza o tym rok wcześniej decyzja Senatu USA, który ratyfikuje protokoły przyjęcia nowych państw. A wszystko to było możliwe wskutek wymuszenia na prezydencie Rosji Borysie Jelcynie, zgody na NATO dla Polski i dzięki determinacji prezydenta Billa Clintona, orędownika poszerzenia Paktu. Tak spełniły się polskie marzenia – po raz pierwszy mamy relatywnie stabilną sytuację geopolityczną.

Fragment książki „Nasza historia_20latRP.pl” Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki:

„Wtorek, 16 marca 1999, godz. 9.48. Na masztach przed Kwaterą Główną NATO łopotało już 19 flag (16 dotychczasowych członków Paktu, dwóch nowych aliantów – Czech i Węgier oraz chorągiew samego sojuszu). Teraz w górę powoli szła biało-czerwona. Krzysztof Burnetko był w niewielkiej grupce polskich dziennikarzy bezpośrednio uczestniczących w tej historycznej uroczystości. Pisał później: „Patrzyłem na prężących się na trybunie oficjeli i myślałem o Jacku Bartosiaku”. A historia tego młodego oficera służb specjalnych III RP, który co najmniej na równi z politykami przyczynił się do przyjęcia Polski do sojuszu, jest sensacyjna i, niestety, tragiczna”.

24 października 1996 roku na drodze z Damaszku do Bejrutu na samochód Bartosiaka, który wówczas pracował jako rezydent polskiego wywiadu w Libanie, najechała rozpędzona ciężarówka. Auto spłonęło (oprócz Bartosiaka zginął szyfrant ambasady). Kierowca ciężarówki zbiegł. Krąży i druga wersja: że obaj zostali porwani, a wypadek sfingowano dopiero potem. Ale tak czy tak nikt nie miał wątpliwości: była to zemsta Iraku na Polakach. Mijało przecież dokładnie 6 lat od słynnej akcji ewakuowania z terenu kontrolowanego przez Saddama Husajna zagrożonych dekonspiracją – czyli śmiercią – oficerów amerykańskiego wywiadu.

Amerykanie poprosili o wsparcie swych partnerów z NATO – Francuzów i Brytyjczyków. Ci odmówili. Wtedy zwrócili się do Polaków. 3 września 1990 roku na biurku prezydenta Busha wylądowała depesza z Centrali CIA w Langley: Polacy obiecali pomóc; do Warszawy wyjechała grupa naszych oficerów, by przygotować logistykę operacji; równocześnie przygotowania podjęła placówka w Turcji; sprawa jest nagląca, bo kontrwywiad iracki wzmógł aktywność.

W najgłębszej tajemnicy powstał precyzyjny plan akcji. Przydatny był każdy szczegół – czy to informacje zdobyte przez służby PRL przy okazji handlu bronią z państwami Bliskiego Wschodu bądź od Arabów studiujących w Polsce, czy też wiadomości i plotki zebrane wśród Polaków wracających z kontraktów w tym regionie. W Warszawie przygotowano też polskie dokumenty dla sześciu Amerykanów. Tak się – niby przypadkiem - stało, że choć państwa zachodnie na gwałt ewakuowały swych obywateli z Iraku, to pracujący tam Polacy – głównie z firm budowlanych – ociągali się z wyjazdem. Ba, okazało się, że pod koniec września zadomowiona tam firma Dromex, nie bacząc na trudną sytuację polityczną nad Zatoką Perską, wysłała z Polski 50 pracowników (z których 8 wracało z urlopu , a 42 jechało na kontrakt po raz pierwszy). Dromex zajmował się budową autostrad. Główną bazę miał w miejscowości Ar-Ramadi nieopodal Bagdadu. W tym samym czasie amerykańskie media poinformowały, że w kierunku irackich portów zmierza polski statek wypełniony bronią. News opatrzony był nieprzychylnym Warszawie komentarzem...

Pod koniec października Ar-Ramadi opuściło kilka samochodów z 16 pracownikami Dromexu wracającymi do Polski.

W Turcji na wszelki wypadek w gotowości stały trzy amerykańskie helikoptery i dwie eskadry myśliwców F16. Auta pojechały – podobno – przez Mosul w kierunku punktu granicznego w Sakha. Zanim kolumna dotarła do granicy, niemal połowa grupy była kompletnie pijana – nie byli w stanie wydukać ani słowa. Bo do końca nie było wiadomo, czy któryś z irackich pograniczników czy funkcjonariuszy bezpieki nie studiował kiedyś w Polsce i nie zna języka. Gdy przekroczyli granicę, momentalnie przejął ich „komitet powitalny”.

Dzięki tej operacji Polska zdobyła wielkie uznanie Stanów Zjednoczonych, a kiedy wieść się rozniosła, także innych krajów NATO. A nie była to jedyna wspólna akcja polskich i amerykańskich służb nad Zatoką Perską”.